• Wpisów:73
  • Średnio co: 15 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 00:03
  • Licznik odwiedzin:3 658 / 1175 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Tydzień. Dokładnie tydzień temu zabrali mi wszystko, co miałam. Wszystko na czym mi zależało. Tydzień temu na zawsze żegnałam się z moją klasą... byłą klasą.
W tak prosty sposób straciłam wszystkich i wszystko.

Zero chęci.
Zero motywacji.
Pustka.
Dla kogo teraz żyć?
 

 
Powierzasz komuś siebie... staje się dla Ciebie całym światem...
Przyjaźń powinna być ważna, najważniejsza.
Tylko nie rozumiem czemu gdy komuś jest źle jestem potrzebna, a gdy się ułoży znika...
15 minut - tyle wystarczyło żeby wesprzeć i zostać zapomnianą. Najpierw będzie płakać wtulona w mój rękaw, chować twarz w moim kapturze... przecież widzę jak płacze w łazience. Wyciągam ją i biorę na spacer... przecież nikt nie może zobaczyć. Jestem, robię wszystko co mogę, rozmawiam, tłumaczę, słucham, pocieszam... W towarzystwie odwracam uwagę od jej łez. 15 minut... wyszła, pogodziła się z chłopakiem... nawet nie zauważyła, że już pojechałam. Że od pół godziny siedzę w domu...
Nie widziała tez jak walczyłam ze sobą, żeby nie rozpłakać się w łazience. Przecież była zajęta. ..
15 minut by od potrzebnej przyjaciółki stać się zbędnym człowiekiem...

Chociaż nie... napisała i podziękowała.
Wciąż czuję się nieistotna
  • awatar Carpe diem <3 <3: super blog zapraszam do komentowania mojego :)
  • awatar Gość: Dzień dobry, słodka i miła! :) a co znowu Cię tak trapi? :( miłego dnia! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Znalazłam stare żyletki. ..
Nigdy nie umiałam ich wyrzucić. Bałam się, że zabraknie mi ich w najgorszym momencie. Wolałam schować i trzymać na czarną godzinę...
Znalazłam je sprzątając. Wszystkie wspomnienia szybko wracają... a może w ogóle o nich nie zapominam? Tyle zdarzeń, tyle smutku, tyle bólu... Tyle fałszywych ludzi, którym ufałam.
Aż chciałoby się wziąć żyletkę i przeciągnąć po nadgarstku...
Pierwsza kreska taka delikatna... Prawie żadnej krwi. Czysty strach... Największy błąd... Moment w którym umarłam
Dwadzieścia dni później krew była codziennością. Właściwie bez niej nie mogłam żyć.
Co się ze mną stało? Kim ja jestem?
Powinno się mnie zamknąć w izolatce. Nie mogę być wśród ludzi... Czy ja jestem jeszcze choć trochę człowiekiem?
 

 
Dobra. Trzeba się ogarnąć. Wyrobię w sobie nawyki. Będę idealna. Perfekcja będzie moją codziennością. Nienawidzę tego co widzę w lustrze. To niepojęte jak bardzo chcę rozerwać swoje ciało i wydostać się na zewnątrz...
Od poniedziałku głodówka. Będzie dobrze. Teraz juz mogę nie jeść. Zniszczyłam wszystko na czym mi zależało. Nie mam nikogo, komu mogę się wyżalić.
Trudno. Dam radę. Nieraz dawałam. Będę silna.
Jeszcze wszystkim pokażę, że jestem więcej warta niż ta kupa tłuszczu, która drwi ze mnie w lustrze.
To nie jest nowy początek. To kontynuacja, lepsza i stabilniejsza ja.
Prosto do celu, już nic mnie nie złamie
 

 
Pierwszy raz nie idzie mi tak źle!!! Jem mniej, ale to wciąż zbyt dużo. Dzisiaj chyba 3 albo 4 dzień bez słodyczy! Nie jest źle... będzie lepiej.
Chyba jak dotąd najbardziej zadowolona jestem z dnia wczorajszego;
śniadanie: dwie kromki ciemnego chleba z serem
(Starałam się kroić jak najcieniej)
Obiad: Mały kawałek schabu pieczonego, trochę ziemniaków i pół ogórka
(Do ziemniaków zmusiła mnie mama...)

W międzyczasie zjadłam 2 jabłka i wypiłam sporo herbaty zielonej.

Aktywność: 2 godziny jazdy na nartach i 2/3 skalpela

Może nie jest to nic wybitnego, ale i tak się cieszę
Powodzenia i chudego
 

 
Zacznijmy od tego, że schudłam 1 kilogram. Może i nie jest to wyczyn, ale zawsze coś. Wreszcie się za siebie wzięłam i ćwiczę. Jest dobrze póki co...
Ale nie może być tak kolorowo. Po głodówce było mi ba tyle słabo, że nie poszłam do szkoły. I tu zaczęły się pytania. W efekcie czeka mnie morfologia krwi. Rodzice podejrzewają u mnie anemię... jeszcze czego.
Mam nadzieję, że nic nie wyjdzie z tego badania. Nie chcę kontroli całodobowej... Nie odpuszczą drugi raz.
Grunt, że teraz jest dobrze. Przestałam jeść słodycze i nawet mnie do nich nie ciągnie. Tym razem się nie poddam. Teraz będzie inaczej. Będę idealna ♡
 

 
No to mamy 2016...
Ani dobrze ani źle.
Mogę wreszcie zamknąć rozdział porażek i upadków. Zaczynam od nowa, silniejsza i bardziej zdeterminowana.
Za rok sranę w tym samym miejscu i będę szczęśliwa. Będę piękna i chuda, będę sobą, a nie górą tłuszczu. Postanowienia man dwa:
Schudnąć
Być szczęśliwą

Więcej od 2016 nie oczekuję
Powodzenia z postanowieniami noworocznymi


Cel? Byle niżej
 

 
Spójrz w lustro.
Przyjrzyj się sobie dokładnie.
Tera z spróbuj to wszystko znienawidzić... Każdy szczegół, najmniejsze znamię. Wszystko na zewnątrz i wewnątrz...
Teraz wisz jak czuję się na codzień? Spróbuj być sobą, nie zmieniać się, nie udawać.
Tego jest za dużo. Nie umiem się opanować. Wrażenie kontroli jest złudne. Jedno złe słowo. Jeden wybuch. Tyle wystarczy żebym pobiegła do pokoju i wyciągnęła to ma błyszczące maleństwo. Nic mi nie zostało. Jestem inna. Inna od wszystkich. Inna od siebie.
Jestem taka podobna do innych...
 

 
Znowu zwrot...
Myślałaś, że już z tobą lepiej? Wierzyłaś, że wychodzisz na prostą? Naiwna i głupia... Kiedy się nauczysz, że z tego się nie wychodzi? Przecież mnie nie zostawisz! Jestem ci potrzebna... Próbujesz zapomnieć o mnie? Chcesz zapomnieć o sobie? Zawsze będę z tobą, niemartw się, możesz mi ufać...
A to co? Co masz tam, tam pod rękawem. Zdejmij te bransoletki i pokaż co tam masz! Znowu próbowałaś? I co? Znalazłaś granicę? Znalazłaś odwagę? Zamknęłaś oczy i co? Obudziłaś się po lepszej stronie? Nie? Znowu nie?! Nigdy nie przekroczysz granicy! Tchórz!
Nienawidzę cię...
Nie zostawię cię...
Nie chcę cię...
Odejdź już...

.
.
.
.
.

Kiedy do tego doszło? Kiedy pozwoliłam jej się zdominować?
Od kiedy patrząc na krew sięgam po coś ostrego?
Przecież miało być lepiej....
Ona znowu wróciła
I tym razem nie odpuści
 

 
Ostatnio nie miałam czasu na nic. Może to i lepiej? Wyszło na to, że nie myślałam o sobie. Nie miałam chwili na przemyślenia ani samokrytykę...
Ale teraz znowu się zaczyna... Zaraz wolne, święta i ta cudowna sztuczna atmosfera. Zapowiada się pięknie. Teraz wszystko toczy się wolniej. I jakoś nie uśmiecha mi się to. Znowu całymi dniami udaję. Nie jestem sobą, ale sztuczną, wyimaginowaną postacią stworzoną na potrzeby innych. Ciężko tak wiecznie milczeć. Ale jak mam o czymś mówić jeśli wiem, że wtedy wszyscy uciekna? A nie mogę zostać sama. Nie po raz kolejny...
 

 
Nie znoszę takich dni. Imieniny, potem urodziny... każdy powód jest dobry, żeby wepchnąć we mnie ciasto. Ale to tradycja. No przecież nie wypada. Musisz i tyle! No bo nie mogę o sobie decydować, a jak stanowczo odmówię to będzie, że jestem nienormalna i od razu do lekarza...
No po prostu świetnie! Teraz mama wróciła z babeczkami. A mówiłam, że nie ma mi niczego kupować.
Nie dociera. Jak zawsze...
I bez tego brzydzi mnie odbicie w lustrze.
Pierwszy grudnia ma być dniem całkowitych zmian.
Nowa dieta.
Lepsze ćwiczenia.
Systematyczność.
I mnóstwo nauki
Jakoś to będzie... Musi być
 

 
Muszę się w końcu ogarnąć. Pisać regularnie, chociaż i tak nikt na to nie czeka. Ale to chyba faktycznie pomaga. Daje poczucie ułożenia. Bo przecież na wszystko jest odpowiedni czas.
Rodzina to takie sztuczne słowo... Kiedyś traktowano ją jako wspólnotę ludzi, którzy się kochają. Dzisiaj? Sztuczny twór społeczeństwa upchniety w ramy modelu 2+1. Nie ma już miejsca na uczucia... Zaczyna brakować miejsca dla ludzi.
Ale przecież już prawie nikt tego nie zauważa...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Trochę mnie tu nie było...
Ale w sumie po co mam się żalić nad sobą? I tak nic to nie zmieni.
A jest dziwnie. Niby źle, ale nie do końca. Nie jestem na diecie. Nie mogę. Za kilka tygodni wrócę do ograniczeń. Ale jakoś sobie radzę. Żyję i daje radę. Uczę się dużo i nie mam na nic czasu, ale dzięki temu nie myślę zbyt wiele.
Pusto mi...
  • awatar reallyhatemyself: @Ko†: Uwielbiam to zdjęcie! W sumie to znalazłam je ponad rok temu... Gratuluję bloga, świetny :) Nienawidzę tej pustki. Zero uczuć i nagle stajesz się jakby półmartwa
  • awatar Ko†: hej, fajne zdjęcie. W sumie jakiś czas temu dodałam identyczne... A tak już bardziej do tematu... też masz tak, że nie rozumiesz, albo nie czujesz nic? Żadnych uczuć? Nic?
  • awatar G.N.Luduk: wiem co czujesz , już od roku mi pusto ;(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Pierwszy dzień pisania o chudnięciu.
Drugi dzień nowego początku
Dzisiaj 3 dzień bez słodyczy. Nic wielkiego. Chociaż dla mnie to i tak sukces.
Nie mam pojęcia ile ważę. Ktoś schował wagę przy porządkach. Strasznie dziwnie się z tym czuję. Nie wiem co się dzieje z moim ciałem. Nie umiem określić czy idę w dobrą stronę. Kompletny brak kontroli...
W tym tygodniu muszę jeść. Bez tego nie dam rady w szkole. Żyję na jabłkach.
Byle schudnąć!
Przynajmniej już nie długo Halloween. Nie będę się odznaczać bladością i zmęczeniem.
No nic... Staram się trzymać 500 kcal, a w cięższe dni 800kcal. Nie zmienia to faktu, że 300 to idealna granica.
Powodzenia wszystkim i wytrwałości!
 

 
Nie znoszę siebie! Jak można być tak głupim i tak słabym?
Mama zmusza mnie do jedzenia. Przecież zrobiła pizzę! Nie, nie wolno mi nie być głodną. Ona wie lepiej ile chcę i musze jeść.
Innymi słowy znowu trzeba się za siebie wziąć. Chyba ostatnie miesiące mojego życia nie dotyczą niczego innego. No cóż.

Jak już będzie lepiej może będą bilanse. Może, bo nie przepadam za chwaleniem się tym co jem. Zawsze jest za dużo, a liczba idealna to 0.
Taka sobie nienormalna ja.
Miło poznać
 

 
Dzisiaj... szkoda gadać.
Przez wszystkie sprawdziany i konkursy musze myśleć. I tym samym mój kochany mózg zażądał cukrów.
Nienawidzę siebie...
No nic. Przynajmniej trochę schudłam.
Od jutra znowu trzymam się minimalnych ilości jedzenia. Musi się udać i tyle. Innej opcji nie dopuszczam.

W końcu będę chuda! Nie będę się wstydzić. Przestanę się ukrywać. Będę sobą i będę szczęśliwa!
 

 
Nie jem. Nie chcę patrzeć na jedzenie. Skoro w weekend zawaliłam, w tym tygodniu będzie lepiej. Już jest lepiej bo nie jem.
Dziwne, bo mimo, że zawaliłam nie jadłam słodyczy. Ach te obiadki z rodziną... Jakby ktoś miał prawdziwą rodzinę, a nie wymysł norm społecznych.
Wracając; pilnowałam się. Cały zeszły tydzień wyszedł okay i nawet głodówka się pojawiła. Paradoksalnie, Żyć, nie umierać! Jednego nie rozumiem. Czemu waga nie spada? Co gorsza nawet lekko w górę. Załamana. Tyle mogę o sobie powiedzieć.
Dzisiaj tez całkiem dobrze.
Śniadanko (bo ten cholerny metabolizm trzeba jakoś pobudzić) - nie więcej niż pół miseczki płatków z mlekiem. Może 1/3...
W szkole zostałam zmuszona do zjedzenia chlebowego pudingu. Uroki prezentacji o jedzeniu w Wielkiej Brytanii na angielskim...
Na deser jabłko, bo bo jakoś tego pudingu musiałam się pozbyć.
Wciąż za dużo... Tata siedzi w domu. Cały tydzień bez głodówek? Może coś wymyślę...

Jeszcze jedno... Od paru miesięcy nie mam okresu. Pewnie skutek diet i nieregularnego odżywiania. Ciekawe jak będzie dalej. Ile jeszcze zniszczy mi ED? Ile wytrzyma mój organizm?
Narazie musze jeść mniej. I tyle
 

 
Dawno nie byłam tak rozchwiana emocjonalnie... Bez powodu zaczynam płakać, mimo że nigdy tego nie robię. Wszystko mnie irytuje, a w kolejnej minucie bawi.
Nie wiem co się ze mną dzieje. Nie rozumiem tego.
Jedynym plusem jest to, że schudłam... Jeszcze kilka dni temu chciałam walczyć o zdrowie i normalne życie. Dzisiaj mam to gdzieś. Jedyne co się liczy to waga. Kilogramy wyznaczają moją wartość. Głód udowadnia siłę woli.
Muszę być chuda. Choćbym miała umrzeć z głodu.
Moje kości są uwięzione. Chcę je wydostać. Mają dumnie sterczeć, prezentując się w całej okazałości.
Po prostu
I tyle.
Chcę być szczęśliwa wiec będę chuda!
Bo chude jest piękne, a szczupłych nikt nie lubi...
 

 
Nie mogę już na siebie patrzeć. Odbicie w lustrze doprowadza mnie do szału. Zaczynam krzyczeć. Nienawidzę siebie...
Nie mogę być tylko gruba! Nie! Ja musze być jeszcze głupia i słaba.
Zmienię się. Muszę. Chcę! Innego wyjścia nie widzę... Nie ma tu może kogoś do wspólnej głodówki? Jakoś samej mi nie idzie...
O ile w ogóle ktoś tu jest...
 

 
Nikt nie potrafił mnie zrozumieć więc przestałam prosić o pomoc. Zamknęłam się w sobie tworząc mój własny bezpieczny świat.
Mała, bezbronna dziewczynka zamknięta w klatce oczekiwań. Bo przecież mając 15 lat muszę się zachowywać odpowiedzialnie. Muszę być prawie dorosła. Nie wolno mi błądzić. Nie wolno mi źle wybierać. Nie wolno mi kochać...
Proszę bardzo! Właśnie znisczyliscie mnie. Mnie prawdziwą. Skoro wszyscy chcą żebym była idealna, będę. Szkoda tylko, że nie rozumiecie pojęcia ideał. Nie widzicie w ludziach ideałów różnego pokroju, ale życiowego nieudacznika spod Biedronki albo bogatego biznesmena. Każdego tak łatwo ocenić. Tak łatwo przypasować do jakiejś kategorii... Chorymi dążeniami do zmienienia mnie znisczyliscie wszystko co miałam. Zrobiliście ze mnie sztuczny wytwór społeczeństwa.
Teraz to społeczeństwo mnie nienawidzi. Bo coś się po drodze popsuło i z idealnej dziewczynki marzeń moich rodziców stałam się cchorą nastolatką z ED i innymi syfami...
Dla Was jestem tylko materiałem do zamknięcia w psychiatryku.
Może faktycznie przydałoby mi się to?
 

 
Tylko tyle...
Wszystkiego za dużo. Nie mam siły spać. Ciągle sprawdziany, z których nic nie wynika. Ile można?

Chcę znowu zawalczyć. Ale nie o normalność. Skoro na nią mnie nie stać to odpuszczę.
Będę idealna. Będę perfekcyjna. Będę chuda. Znowu... Będę taka jak chcę. Przestanę jeść. Znajdę w sobie motywację. Będę silna.
Przecież mogę się kontrolować. Przecież mogę nad tym panować.
Kocham uczucie głodu. Te łaskotki pustych ścian żołądka.
Znowu będę sobą! Będę szczęśliwa!

Chcę być głodna.
Powodzenia dla mnie(?)
 

 
Ile razy można coś zepsuć?
Ile razy można się załamać?
Ile razy można nie dać rady?
Jak zwykle wszystko idzie nie tak. Jestem porażką. Żywą porażką, która nie powinna chodzić po tym świecie.
Ile można zepsuć w sobie?
Czasem wydaje mi się, że zgubiłam się tak bardzo, że już nie odnajdę się w swoim życiu. Błąd. Zawsze wracam. Zawsze znajduję w sobie coś dobrego. Zawsze to niszczę.
Ile z tej dziewczyny, którą widzę w lustrze, mogę kontrolować? Ile jest w niej mnie? Jak bardzo jestem w niej zepsuta?
Nie chcę wiedzieć. Wolę zostać sama w zniszczonej mnie niż być świadomą tego co się dzieje.
Bo wiem, że coś jest nie tak. Wiem, że nie żyję normalnie. Wiem, że zdrowi ludzie nie robią sobie krzywdy i unikają bólu. Wiem, że zdrowi ludzie chodzą na pizzę, jedzą lody i są szczęśliwi.
Wiem, że ja tak nie umiem.
Wiem, że się tego boję.
Czy ja zaczynam bać się szczęścia?
 

 
Och!
Wreszcie pinger wpuścił mnie na moje konto! Czy tylko ja mam takie problemy, czy może ktoś jeszcze?
Jeżeli chodzi o moje postępy... Wyszło jak zawsze. Dwa dni i załamanie. Chyba muszę się przyzwyczaić, że nigdy nie będę normalna. Jestem inna. Dziwna. Chora.
Co zabawne, mimo, że jestem odrobinę zaburzona potrafię być sobą. Ludzie starają się przeważnie zakryć. Zamienić w kogoś kim nie są. Bo społeczeństwo tego oczekuje. Bo tak jest prościej.
Nawet zdrowi wstydzą się siebie. Więc co ja powinnam powiedzieć? Co mam im pokazać? Ile schować?
Nie chcę udawać kogoś kim nie jestem. Wtedy moje istnienie nie miałoby sensu...
 

 
Proszę Was,
Pomóżcie mi. Nie mogę tak dłużej. Nie chcę jej. Nie chcę Any. Chcę być zwykła, normalna... Chcę być sobą. Chcę być szczęśliwa!
Nie dam rady sama. Nie mogę znaleźć czegoś, czego mogłabym się chwycić. Nie mam już punktu zaczepienia. Nie mogę dłużej liczyć kalorii. Nie jestem dość silna by przestać...
Mam jeszcze całe życie. Nie mogę go tak zmarnować. Ale jak mam z tego wyjść?
Mówią "zniszcz to, co niszczy Ciebie"...
Ale to ja się niszczę. Sama. Na własne życzenie.
Zabierzcie stąd Anę! Nie chcę już słyszeć jej głosu. Nie chcę jej krytyki! Nie chcę żeby była.

Tymczasem siedzę i nie potrafię wziąć do ręki żadnego jedzenia.
Głupia, słaba, gruba, dziecko, świnia, idiotka...
Ups, miałam przestać
 

 
Nawet moja mama ma mnie za zwykłą gówniarę. I skąd mam wziąć szacunek do siebie?
Nawet głodzić się porządnie nie umiem.
Nawet nie potrafię wystarczająco mocno się pociąć. Jestem zerem.
Gównem dla społeczeństwa.
Dlaczego niektórzy zasługują na życie, a nie mogą go otrzymać, podczas gdy inni tak je marnują?
Zabierzcie mi życie i dajcie temu kto zasługuje.
Ja jestem śmieciem. Dla mnie nie ma miejsca...
  • awatar G.N.Luduk: coś w tym jest , że jedni pragnąc żyć - umierają . A ci pragnący umrzeć - żyją ...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›